niedziela, 5 września 2010

Współczesność- odżywczo a lekkostrawnie.


Ach tak, Zbigniew Brzeziński, ten doradca Cartera polskiego pochodzenia...
Jakiś czas temu w "Polityce" ukazał się artykuł na temat słabych stron amerykańskiej Polonii. Szczególnie ciekawym wnioskiem płynącym z artykułu było stwierdzenie faktu, że zorganizowana polska diaspora jest czymś na kształt skansenu. Polacy przyjechali- na przykład przed wojną- a ich dzieci i wnuki (te, które utknęły) kultywują przedwojenne tradycje. Nie asymilują się, nie amerykanizują, ale trwają. I pewnie dlatego, kiedy mówi się o Polonii w Amerykach od razu staje nazwisko Moskala, a Brzezińskiego- niekoniecznie. To przecież Amerykanin polskiego pochodzenia. Biografia Vaughana uzupełnia lukę bardzo skromnej- zwłaszcza wśród młodszego pokolenia- wiedzy o działalności Brzezińskiego.
Dodam na wstępie- żeby nie było nieporozumień: moja wiedza o Brzezińskim, do czasu przeczytania tej książki, była mocno ograniczona- tak mniej więcej w klimacie pierwszego zdania z wstępu (oczywiście żartuję, nieco większa). Książka Vaughana wypełnia pustkę między krótką encyklopedyczną notką a fachowymi, historyczno-politologicznymi opracowaniami. Lekkość pióra ułatwia czytanie. Vaughan pomieścił maksymalnie dużo faktów, a swoje wywody opatrzył bardzo solidną bibliografią- dla chcących pogłębić wiedzę z danego zakresu źródło nieocenione. Biorąc pod uwagę czas opisywany- ponad 80 lat- książka jest zwięzła. Autor przytacza tło historyczne, nie poświęca uwagi wydarzeniom, które miały miejsce, a nie miały większego wpływu na działalność Brzezińskiego. (Zaskoczyło mnie- jeśli wziąć pod uwagę zainteresowanie Brzezińskiego Bliskim Wschodem- pominięcie zamachu podczas olimpiady w Monachium- chociaż z drugiej strony Czarny Wrzesień nie był nigdy uczestnikiem rozmów.) Pod względem opracowania książka Vaughana jest blisko ideału biografii- Brzeziński jako energiczny działacz publiczno-polityczny jest właśnie w tym aspekcie uchwycony. Autor unika pułapki przesadnej eksploracji wątków osobistych. Rodzina Brzezińskiego pojawia się, ale nie jest głównym obiektem zainteresowania- nie dowiadujemy się więc o kłótniach, kryzysach i temu podobnych wydarzeniach. Polski czytelnik znajdzie tu miłą odmianę w stosunku do "nurtu viva", dość popularnemu w ostatnich latach- który nie przynosi żadnych istotnych informacji, a gmatwa się między garnkiem z powidłami według babcinego przepisu a zapachem pieluch tetrowych schyłkowego PRLu.
I również dlatego warto sięgnąć po tą pozycję