
Po przeczytaniu powieści Davidsona trudno uwierzyć, że to debiut. Oczywiście, robi wrażenie czas, który poświęcił na zbieranie materiałów- zajęło mu to siedem lat. Nic jednak dziwnego, skoro prócz współczesności akcja powieści przenosi się w średniowiecze (nie potraktowane pretekstowo, Davidson przyłożył się solidnie do lektury dzieł mistyków z tamtej epoki), a- w małych fragmentach- różne miejsca i czasy. Trudno jednak zgodzić się z hasłem reklamującym "Gargulca"- "O miłości wiecznej jak czas, silniejszej niż śmierć". Tak naprawdę jest to powieść o winie, odkupieniu i ofierze. W chrześcijańskim rozumieniu- nieprzypadkowo akcja powieści rozpoczyna się od wypadku w Wielki Piątek.
Główny bohater miał trudne dzieciństwo. Ojca nie poznał nigdy. Matka zmarła przy porodzie. Z początku wychowywany przez babcię (był jej obojętny), po jej śmierci trafia pod opiekę ciotki i wuja- narkomanów przeznaczających zasiłek wychowawczy na nowe porcje narkotyku. Po ich śmierci trafia do sierocińca, sam staje się ćpunem. W chwili wypadku prowadzi dość intensywne życie- jest producentem, reżyserem i aktorem filmów pornograficznych. Wypadek, któremu ulega, całkowicie niszczy jego dotychczasowe życie. Poważnie poparzony, z operacyjnie usuniętym członkiem, zostaje poddany wielu operacjom- jego ciało jest w zasadzie wielką blizną. Ponieważ nie wyobraża sobie takiego życia, starannie planuje samobójstwo.
I w tym momencie poznaje Marianne Engel. Rzeźbiarkę tworzącą Gagulce, którym- jak twierdzi- oddaje swoje serca. Utrzymuje ona, że są parą, poślubioną sobie jeszcze w średniowieczu. Wspomina ich przeszłe życie. Bohater- ateista, kiedy dowiaduje się, że Marianne jest leczona na oddziale psychiatrycznym z początku traktuje jej powieści jako rojenia wariata. Jednak nie może sobie odmówić kontaktu z nią, coś go do niej przyciąga. Tym bardziej, że dawni przyjaciele szybko odeszli. Z początku fascynacja fizyczna (niemożliwa do urzeczywistnienia, z wiadomych przyczyn) zamienia się w coś głębszego. Coś, czego nawet narrator-bohater nie potrafi nazwać. Chociaż cały czas próbuje zracjonalizować (utrzymując chyba do samego końca przekonanie, że Marianne jest szalona), jednak owo uczucie i cała sytuacja zaczyna wymykać mu się z rąk.
Jest to swego rodzaju "dziennik drogi"- z tym że drogi duszy, myśli. Drogi do wyzwolenia- opisanego przez autora w sposób symboliczny, ale przecież prosty i zrozumiały. Bohater musi być odkupiony- wie to, chce tego Marianne. Budzi jego emocje do życia historiami wielkich i tragicznych miłości z różnych czasów i miejsc. I przypomina historię ich pięknej- acz tragicznej- miłości. Z czasem bohater podchodzi do opowieści Marianne coraz mniej sceptycznie- z jednej strony potrzebuje kontaktu z nią, ale z drugiej- rośnie fascynacja i wreszcie- głęboka miłość (której wcześniej nigdy nie zaznał). Bohater musi chcieć odkupienia. Davidson przenosi chrześcijańską wizję na poziom konkretnych jednostek. Najistotniejsza jest w tym wszystkim rola Marianne. Ale Davidson dba też o postacie drugoplanowe- służą one pomocą bohaterowi- pomocą w jego drodze.
Wina i odkupienie- tak rzadko obecne w popularnej powieści- wiążą się też z nadzieją i utratą. Davidson nie daje łatwych odpowiedzi na kwestie, które mogą nurtować czytelnika. Czy bohater w pełni świadomie przyjął odkupienie- tu odpowiedź zależy chyba wyłącznie od czytelnika. Z pewnością dla bohatera pojawiła się szansa na nowe życie.
Warto, zamiast nudnego w sumie Nabokowa- sięgnąć po dość niepozornie wyglądającą książkę Davidsona. Jest podróżą nie tylko w świat wykreowany przez autora, ale i wgłąb siebie- podróżą możliwą dla każdego czytelnika. Przyjemnie jest czytać powieść świadczącą o dużej wiedzy autora, która nie jest powodem do popisu, a pozwala konstruować skomplikowany świat.
Andrew Davidson: Gargulec, tłum.Magdalena Moltzan-Małkowska, Wydawnictwo WAB Warszawa 2009
Główny bohater miał trudne dzieciństwo. Ojca nie poznał nigdy. Matka zmarła przy porodzie. Z początku wychowywany przez babcię (był jej obojętny), po jej śmierci trafia pod opiekę ciotki i wuja- narkomanów przeznaczających zasiłek wychowawczy na nowe porcje narkotyku. Po ich śmierci trafia do sierocińca, sam staje się ćpunem. W chwili wypadku prowadzi dość intensywne życie- jest producentem, reżyserem i aktorem filmów pornograficznych. Wypadek, któremu ulega, całkowicie niszczy jego dotychczasowe życie. Poważnie poparzony, z operacyjnie usuniętym członkiem, zostaje poddany wielu operacjom- jego ciało jest w zasadzie wielką blizną. Ponieważ nie wyobraża sobie takiego życia, starannie planuje samobójstwo.
I w tym momencie poznaje Marianne Engel. Rzeźbiarkę tworzącą Gagulce, którym- jak twierdzi- oddaje swoje serca. Utrzymuje ona, że są parą, poślubioną sobie jeszcze w średniowieczu. Wspomina ich przeszłe życie. Bohater- ateista, kiedy dowiaduje się, że Marianne jest leczona na oddziale psychiatrycznym z początku traktuje jej powieści jako rojenia wariata. Jednak nie może sobie odmówić kontaktu z nią, coś go do niej przyciąga. Tym bardziej, że dawni przyjaciele szybko odeszli. Z początku fascynacja fizyczna (niemożliwa do urzeczywistnienia, z wiadomych przyczyn) zamienia się w coś głębszego. Coś, czego nawet narrator-bohater nie potrafi nazwać. Chociaż cały czas próbuje zracjonalizować (utrzymując chyba do samego końca przekonanie, że Marianne jest szalona), jednak owo uczucie i cała sytuacja zaczyna wymykać mu się z rąk.
Jest to swego rodzaju "dziennik drogi"- z tym że drogi duszy, myśli. Drogi do wyzwolenia- opisanego przez autora w sposób symboliczny, ale przecież prosty i zrozumiały. Bohater musi być odkupiony- wie to, chce tego Marianne. Budzi jego emocje do życia historiami wielkich i tragicznych miłości z różnych czasów i miejsc. I przypomina historię ich pięknej- acz tragicznej- miłości. Z czasem bohater podchodzi do opowieści Marianne coraz mniej sceptycznie- z jednej strony potrzebuje kontaktu z nią, ale z drugiej- rośnie fascynacja i wreszcie- głęboka miłość (której wcześniej nigdy nie zaznał). Bohater musi chcieć odkupienia. Davidson przenosi chrześcijańską wizję na poziom konkretnych jednostek. Najistotniejsza jest w tym wszystkim rola Marianne. Ale Davidson dba też o postacie drugoplanowe- służą one pomocą bohaterowi- pomocą w jego drodze.
Wina i odkupienie- tak rzadko obecne w popularnej powieści- wiążą się też z nadzieją i utratą. Davidson nie daje łatwych odpowiedzi na kwestie, które mogą nurtować czytelnika. Czy bohater w pełni świadomie przyjął odkupienie- tu odpowiedź zależy chyba wyłącznie od czytelnika. Z pewnością dla bohatera pojawiła się szansa na nowe życie.
Warto, zamiast nudnego w sumie Nabokowa- sięgnąć po dość niepozornie wyglądającą książkę Davidsona. Jest podróżą nie tylko w świat wykreowany przez autora, ale i wgłąb siebie- podróżą możliwą dla każdego czytelnika. Przyjemnie jest czytać powieść świadczącą o dużej wiedzy autora, która nie jest powodem do popisu, a pozwala konstruować skomplikowany świat.
Andrew Davidson: Gargulec, tłum.Magdalena Moltzan-Małkowska, Wydawnictwo WAB Warszawa 2009
Utworzone w programie przeglądarka Flock










